Dzień był bardzo udany, żeglowało się super. I do planowanego miejsca postoju przypłynęliśmy dość późno, To znaczy na tyle późno, że zabrakło dla nas miejsca w marinie. Wcześniej przypłynęła duża flotylla, w pobliżu odbywały się regaty i uczestnicy już zacumowali w porcie.

Obok jachtu z naszej flotylli zostało jedno jedyne miejsce – niestety zbyt wąskie, aby wcisnąć się między jachty. Szybka konsultacja z kapitanem zaprzyjaźnionej jednostki i decydujemy się na wejście miedzy jachty dziobem “ile się da” na wcisk na odbijacze. Wsuwamy się prawie do połowy. Rufa naszej 39-tki prawie nie wystaje poza dziób stojącej obok 46-ki :). Podajemy cumę dziobową, zakładamy szpringi rufowe do knag sąsiednich jachtów. Niestety nie ma dla nas muringu. Ale noc według prognoz na być spokojna, tak więc zostajemy. Stoimy na “wcisk”, wszystkie odbijacze w najszerszym miejscu kadłuba. Niestety w nocy będą trochę hałasować, gdy będą ocierać się o kadłuby.

Na ląd wychodzimy korzystając z uprzejmości sąsiadów – wykorzystujemy ich jacht jako trap 🙂 Noc mija spokojnie.

Na ranem zrywa się boczny wiatr. To będzie utrudnienie podczas wyjścia z naszego nietypowego miejsca. Istnieje duże ryzyko, że zostaniemy zdryfowani na muringi sąsiedniego jachtu. Nie ma możliwości, aby on oddał muring i wyszedł jako pierwszy robiąc dla nas miejsce. Przygotowujemy się więc specjalnie do wyjścia. Po pierwsze demontujemy kotwicę. Nasze miejsce jest ciasne, boczny wiatr będzie nas spychał, wiec wystająca po za kadłub kotwica stwarza ryzyko zaczepienia o sąsiedni jacht. Następnie zakładamy nabiegowo brest na drugi z kolei z nawietrzny muring, będziemy w ten sposób zabezpieczać rufę przed zdryfowaniem jej przez wiatr.

Gotowi? Oddaj cumę dziobową! Wolno wstecz! Sukces, wyszliśmy bez problemu:) Ahoj!